Największy patchwork jaki do tej pory uszyłam: 120 x 160 cm. Nieźle się napociłam, żeby wyszło w miarę równo i żeby prostokąty z liskami mi się nie rozjechały (za bardzo). A spinanie i pikowanie tego cuda w 38 tygodniu ciąży - to była dopiero atrakcja! Normalnie, szkoda, że mi nikt wtedy zdjęć nie zrobił.
Ale czego się nie robi żeby ucieszyć dwulatkę. I do tego jeszcze jedną z moich ulubionych dwulatek.
Pozdrowienia,
łamAga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz